Pisarzu, wstydź się!

Jestem pisarzem. Dawniej brzmiało to dla mnie dumnie i mało zyskownie. Dziś brzmi zyskownie, ale czy dumnie?

Wchodzę do pomieszczenia, które jeszcze nie tak dawno nazywałam “księgarnią”. Idiotyczne przejęzyczenie. A może już archaizm? W końcu tylko regały tu przetrwały. A na nich skarbonki, notesy i kubki. A na tych kubkach złote myśli zapisane “kto czyta nie błądzi” – to zabawne, bo odnoszę wrażenie, że błądzę coraz bardziej.

 

Gall Anonim kontra Stephen King

Po minięciu stolików z grami planszowymi, maskotkami, kapciami, kolorowymi długopisami, zeszytami i żelkami udało mi się dotrzeć do książek! Co prawda wiele tego nie było, bo półka z bestsellerami zwykle ogranicza się do kilku głośnych nazwisk. Lub ewentualnie tych mniej głośnych, które można przyrównać do tych pierwszych („Polski Stephen King!”). Współczuję autorom, którzy nawet na własnej okładce pozostają w cieniu. Tak jakby obawiano się, że słowa same się nie wybronią. Z tego współczucia chwyciłam pierwszą z brzegu powieść, dając szansę autorowi, by został ze mną na dłużej pod własnym nazwiskiem. Ale skoro on sam się na to zgodził, to widocznie aż tak mu na tym nie zależy, prawda?

 

Książki-ulotki

Nie poddaje się i idę dalej. W gąszczu równo poukładanych książek historycznych, kryminałów i fantastyki widzę coś, co burzy ten obraz. Z ostatniego regału kolorowe okładki niemal wypływają. Tak jak brzuch potrafi wypłynąć zza ciasnych spodni. Ta myśl sprawia, że podchodzę do nich z obrzydzeniem. Chaos. Bałagan i góra poradników. Poradników jak zrobić makijaż, zdobyć faceta, być szczupłą, zdrową, niezależną, dobrze się ubrać, rozczesać włosy i posprzątać pokój. Uśmiechają się z nich do mnie autorzy, a ja przez moment zastanawiam się czy jest z nami już aż tak źle, że trzeba nam krok po kroku pokazać, jak zetrzeć kurz? Autorzy wybijają się na naszej potrzebie poznania recepty szczęścia i perfekcji. Bardziej perfekcji niż szczęścia mimo wszystko.
Dla mnie jest to półka z ulotkami, mającymi nadać prestiżu autorowi, tak by jego nazwisko lepiej się sprzedawało niekoniecznie wraz z książką – ta była wyłącznie nośnikiem reklamy. Dziękuję, nie zbieram ulotek.

 

Zatrzasnęłam drzwi mieszkania, cisnęłam w kąt szpilki, a polskiego Kinga odłożyłam na stolik nocny.
-Znowu? Przerzuć się na Ebooki, bo miejsca brakuje – przestałam już oczekiwać, że Maciek zrozumie kiedyś, ile przyjemności może przynieść papier.
-Nie rozumiem, dlaczego oni się na to zgadzają? Dlaczego piszą te wszystkie fast booki! Powieści, które nigdy nie staną się pełnoprawnymi dziełami. Nie mogłabym znieść myśli, że tyle moich słów się marnuje – wybuchłam.
-Nie bój się. Tobie to nie grozi.
-Słucham?
-Twoje słowa nigdy się nie zmarnują kotku.
-Masz rację, ja nie pozwoliłabym sobie na coś takiego – powiedziałam z pewną ulgą.
-No, trudno abyś sobie pozwoliła, skoro Ty nic nie piszesz.

 

Jak napisać książkę?

Zmrużyłam oczy, myśląc nad ripostą, ale jedyne, co pojawiało się w głowie to ubolewanie nad własną głupotą. Zawsze marzyłam o tym, by napisać powieść. Prawdziwe dzieło, o którym dyskutować będą pokolenia. Książkę piękną i żywą. Hybrydę przepełnioną grą słów. Czekałam na temat jak na okręt, który zabierze mnie w kierunku nieznanych lądów. Statek jednak nie przybywał, a ja stałam przy brzegu, bojąc się zamoczyć kostki. W tym samym czasie inni nie czekali. Popłynęli wpław i choć nie odkryli nowego kontynentu, to trafili na wyspy. Na nich być może poszukują materiałów i niebawem zbudują własną flotę. Następnie wypłyną nią w dalszą podróż.A ja mogę im co najwyżej pomachać. Choć i tak wątpliwe by dostrzegli ten gest. W końcu są już znacznie dalej niż ja.

 

Pisarzu, nie wstydź się. Nawet wtedy, gdy obce nazwisko dokleją Ci na okładce, a książka trafi na pękającą w szwach półkę. Nie jest wstydem pisać, bo to zawsze wymaga pracy. Wstydem jest samemu nic nie robić i jeszcze innym ich pracę wytykać.

 

Zakończenie

Wybiegłam z domu, chcąc zdążyć przed 18. Zgrabnie lawirując pomiędzy żelkami, kapciami i kubkami dotarłam do książek (już nie ulotek!). Wybrałam dla siebie kilka pozycji w nadziei, że ich autorzy pokażą mi, jak się pływa.

 

Ala