O rzygającym kocie, zazdrości i trawie

Inni to mają fajne życie, prawda? Pewnie lepsze od Twojego. Po co zaprzeczać skoro wystarczy porównać konta na Instagramie. I wiesz co w tym wszystkim jest najgorsze? Że najprawdopodobniej nigdy nie osiągniesz tego samego poziomu życia. Chyba, że zastosujesz się do mojej rady.

-Wiesz, ja to ci właściwie zazdroszczę?
-Że niby czego? – spojrzałam na Ankę w momencie, gdy kolejna porcja sosu zdecydowała się ozdobić moją suknię.
-Tego wszystkiego. Gotowania dla rodziny, zapachu ciasta w mieszkania. To takie… perfekcyjne. Nawet Twój kot jest idealny! Gdybym tylko mogła, zamieniłabym się z Tobą – łyżka niemal nie wypadła mi z rąk.
– Ty chyba nie mówisz o Pampuchu? – wystarczyło jedno spojrzenie na Ankę by wiedzieć, że mówi o Pampuchu. Cholera, chyba rzeczywiście musiała stanąć na życiowym zakręcie.
– Zobacz, on nawet umie Ci do zdjęć zapozować. Widziałam ostatnio na Instagramie.

Ta.. złapanie chwili jak Pampuch swoimi zielonymi ślepiami wpatruje się w sernik, zajęło mi dokładnie pięćdziesiąt sześć minut. Później Pampuch się zrzygał. Prosto na ciasto – pomyślałam, ale nie powiedziałam. Mimo wszystko nie chciałam psuć tego pięknego obrazu mnie. Choć patrząc na Ankę, byłam pewna, że to ja powinnam jej zazdrościć. Idealnie opływająca ciało czarna suknia, nowy Mercedes CLS i ułożone życie zawodowe. A jednak nigdy nie przyszłoby mi na myśl, by się z nią zamienić.

Dla jednych Wimbledon, dla drugich łąka

Z ust człowieka nie mogą paść bardziej krzywdzące słowa skierowane w samego siebie. Pewnie znasz to przysłowie, które mówi że trawa po drugiej stronie jest bardziej zielona? Coś w tym jest, bo gdy moja upstrzona jest żółtymi, wypalonymi plackami (zapewne Pampuch miał coś z tym wspólnego) to moi sąsiedzi cieszą się soczyście zieloną murawą, jakby za kilka dni miałby się u nich odbyć Wimbledon.

Przez pewien czas wypytywałam ich, jakiego nawozu używają. W specjalnym zeszycie zapisywałam godziny, w których włączają zraszacz. Z niezwykłą skrupulatnością starałam się ich naśladować. Nie pozwalam nawet nikomu wchodzić na ogród! Jednak mimo wielu starań moja trawa wyglądała paskudnie. W końcu odpuściłam i nawet jej nie kosiłam.

Gdy po pewnym czasie wyszłam na ogród czułam się, jakbym przekroczyła próg bajki. Trwa odrosła,zasłaniając gołe placki. Spomiędzy niej wystawały stokrotki i koniczyny. Wokół latały motyle. Było idealnie… na mój sposób.

I to jest moja rada dla Anki, dla samej siebie, dla Ciebie: nie naśladuj, nie zazdrość, tylko rób po swojemu. I uwierz, że Twoje życie jest piękne, tak mocno, jak wierzysz w to że życie innych jest piękne. 

 

Lili