Ile można wytargować metodą „na dziecko”

W każdy czwartek w mięsnym spotykam sąsiada. Szczęściarz, zwykle ląduje w kolejce przede mną. “Poproszę porcję schabu i dwa fileciki z kurczaka. Tylko wie pani, takie dla synka proszę wybrać”. Na początku myślałam, że zwariował. W końcu nie ma dzieci. Dopiero później zrozumiałam, jak piekielnie inteligentnego mam sąsiada.

Samotny mężczyzna, mieszkający dwa piętra nade mną, opuścił mięsny ze świeżutką piersią z kurczaka prosto spod lady. Ja natomiast zostałam z porcją wyschniętej wołowiny. Nie mogę mieć mu tego za złe. W końcu my rodzice stosujemy podobne techniki codziennie, choć nie chcemy się do tego przyznać. Dlaczego więc osoby nie mające własnych dzieci, nie miały ukroić kawałka tortu dla siebie?

 

Ulgi w kolejce

Jeżeli jesteś rodzicem, pewnie zaprzeczysz. Być może nawet się oburzysz. Jak się jednak chwilę zastanowisz przypomnisz sobie sytuacje, w których skorzystałeś choćby z ludzkiej uprzejmości, tylko dlatego, że było przy tobie dziecko. Na przykład wtedy gdy stojąc w kolejce, uspokajałeś de facto spokojne dziecko, tylko po to, by ktoś puścił cię przodem.

Cii kochanie, spokojnie. Zaraz wyjdziemy.

Tak naprawdę można nawet nie zarejestrować momentu, w którym zaczynamy wywierać presję na innych, ale robimy to. Szkoda tylko, że tym samym znieczulamy osoby obserwujące wszystko z boku. I kiedy pojawi się prawdziwa potrzeba by szybciej opuścić kolejkę – nikt nie zareaguje.

 

Ulgi przed samym sobą

Znacznie częściej na dziecku staramy się jednak ugrać, coś co nie jest namacalne: poczucie własnej wartości, współczucie, wytłumaczenie własnych niepowodzeń życiowych.

Gdy wychodzę na plac słyszę:
– Jeju, ja przez Jaśka nic kompletnie nie zrobiłam, bo cały dzień jakiś taki marudny był! – chęć wytłumaczenia przed samym sobą
– Pomyśl sobie, że ja mam takich dwóch – wywołanie współczucia
– A ja tam dziś ogarnęłam chatę i nawet obiad zrobiłam. Mimo, że Zośka właśnie ząbkuje – poczucie własnej wartości.

Licytacje. Kto ma lepiej, kto ma gorzej, kto bardziej zaradny, a kto jest pretendentem do chujowej pani domu.

 

I naprawdę chciałabym napisać teraz jakieś mądre zakończenie, ale wybaczcie… nie mam już czasu, bo muszę jechać kupić dzieciom coś na obiad 😉